Scenariusz Katechezy

Scenariusz zajęć katechezy

KONSPEKT KATECHEZY

Temat: Droga wyzwolenia z nałogu narkomanii.

Cele:
– ukazanie Boga jako Miłości nadprzyrodzonej, która pomoże wydostać się z nałogu,
– uświadomienie potrzeby pomocy narkomonom oraz innym ludziom z nałogami,
– ostrzeżenie przed zgubnym nałogiem narkomanii.

    Metody:
–    pogadanka, dyskusja, praca z tekstem

Formy:
–    praca indywidualna,
–    praca zbiorowa.

TOK LEKCJI
1)    Modlitwa na rozpoczęcie.
2)    Sprawdzenie obecności i pracy domowej.
3)    Wstępna pogadanka dotycząca narkoamnii. (Przykładowo: Z narkomanią spotykamy się już prawie wszędzie: wszędzie szkole, na ulicy, w domach naszych znajomych, na młodzieżowych imprezach. Niektórzy ludzie boją się narkomanii, dla innych ma ona smak „owocu zakazanego”. Narkotyk jest nazywany czasem wrogiem. Niektórzy ludzie nie wpuszczają wroga na swoje terytorium (po prostu mówią narkotykom „NIE”); inni pokonują go zaraz przy pierwszym starciu. Są jednak tacy, którzy się poddają.)
4)    Katecheta odczytuje uczniom raport „Narkotyki w Europie”.
5)    Jeden z uczniów odczytuje co o narkotykach mówi Katechizm Kościoła Katolickiego:
„Używanie narkotyków wyrządza bardzo poważne szkody zdrowiu i życiu ludzkiemu. Jest ciężkim wykroczeniem, chyba, że wynika ze wskazań ściśle lekarskich. Nielegalna produkcja i przemyt narkotyków są działaniami gorszącymi; stanowią one bezpośredni współudział w działaniach głęboko sprzecznych z prawem moralnym, ponieważ skłaniają do nich” (KKK 2291).

6) Katecheta  aranżuje dyskusję z uczniami. Przykładowe pytania:
–    Co skłania ludzi, zwłaszcza młodych do narkomanii?
–    Jaka jest przyczyna sięgania po narkotyki?
7)    Odczytanie uczniom opowiastki o „pewniej dziewczynie i chłopaku” (załącznik).
8)    Krótka dyskusja, analiza wysłuchanego tekstu. Uczniowie wypowiadają się na temat sytuacji przedstawionej w opowiadaniu.
9)    Katecheta czyta uczniom słowa Matki Teresy o narkotykach i nałogu:
„Najgorszą chorobą nie jest trąd czy gruźlica, ale świadomość, że jest się nikomu niepotrzebnym, przez nikogo niekochanym, przez wszystkich opuszczonym”.
10)    Nauczyciel razem z uczniami próbują dojść do porozumienia co do tego, jak można uratować ludzi w nałogu narkomanii, co może im pomóc.
11)    Odczytanie fragmentu Ewangelii Jana 3,16:
„Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto wierzy w Niego, nie zginął, ale miał życie wieczne”.
12)    Kolejna dyskusja z młodzieżą: Co jest podstawą – źródłem – inspiracją każdego Bożego działania?Przez jakie wydarzenia „realizuje się” miłość Boga do człowieka?Po co Jezus przychodzi do ludzi? Zastanówmy się, przez jakie jeszcze wydarzenia i jakie słowa Jezus okazuje nam miłość, jaką Bóg nas obdarza?
13)    Podsumowanie lekcji: Szczera rozmowa. Rozmowa o miłości Boga. Świadectwo życia. Ukazanie możliwości podjęcia leczenia. Modlitwa za narkomanów.
14)     Modlitwa na zakończenie katechezy.

Załącznik 1.

Mam na imię Marzena, urodziłam się 17 lat temu w małym, narkomańskim miasteczku. Jest w nim parę ulic, knajp, piękny park i zamek. Ja nigdy nie miałam czasu ani ochoty podziwiania zabytków w moim mieście. Po prostu sobie żyłam i uważałam, aby nie wpaść w ręce ojca – alkoholika.
Odkąd pamiętam ojciec lubił pić. Często wyrzucał mnie z domu bijąc i wyzywając od najgorszych. Matkę pamiętam jako zapłakaną kobietę ze smutną, cierpiącą twarzą. Mam jeszcze brata, który mi dużo pomagał i bronił przed ojcem.
Z opowiadań mamy wiem, że ojciec nie uważał mnie za swoje dziecko. Podobno kiedyś próbował mnie zabić. To tłumaczy moją nienawiść do niego.
Coraz bardziej pociągało mnie towarzystwo starszych ode mnie ludzi. W większości byli to narkomani. Zaczęłam palić i pić alkohol. Wtedy zapominałam o domu.
Pamiętam taki dzień, kiedy byłam w VI klasie. Wróciłam ze szkoła, a ojciec jak zwykle był pijany. Zamknął za mną drzwi i kazał się rozbierać. Przeżyłam szok. Dotykał mnie, próbował zgwałcić. Uciekłam z domu wymawiając się, że muszę wyjść do łazienki. Tam było okno. Wróciłam do domu po tygodniu, a właściwie to zostałam przyprowadzona przez policję.
W VII klasie odkryłam klej, który wąchałam w towarzystwie nowo poznanych kumpli. Przestałam się uczyć i zainteresowałam się środkami odurzającymi. Brałam jakieś prochy, po których lepiej potrafiłam zapomnieć o ojcu, o jego kumplach, którzy dobierali się do mnie. Zaczęłam mamie podkradać pieniądze uznając, że to mi się po prostu od niej należy. Po jakimś czasie poznałam chłopaka – narkomana.
Na początku naszej znajomości próbowałam jeszcze mówić mu, że to co robi, to bagno i śmierć, ale sama nie bardzo wierzyłam w to, co mówię. Szybko więc i ja zaczęłam brać „kompot”. Wydawał mi się nawet czymś lepszym niż alkohol. Końcu narkoman to ktoś zupełnie inny niż pijak – myślałam. Pieniądze na towar zawsze wykradałam mamie z portfela lub z kasy sklepu, w którym pracowała. Robiłam to na tyle nieostrożnie, że mama zaczęła się domyślać. Kiedyś szukając pieniędzy, znalazła w kieszeni mojej kurtki strzykawkę.
Zrozumiała od razu. Załamała się, a ja nie potrafiłam jej w jakikolwiek sposób pomóc. Pomyślałam sobie, że mogłabym przestać brać, ale byłam już w ciągu i bałam się głodu.
Ojciec nienawidził narkomanów. Kiedy dowiedział się, że należę do ich grona, wyrzucił mnie z domu. Córka – narkomanka była dla niego zbyt dużym upokorzeniem. Od czasu do czasu wracałam do domu na nocleg, pieniądze, które mama dawała mi na jedzenie przeznaczałam na narkotyk, coraz częściej interesowała się mną policja.
Wtedy jeszcze miałam koleżankę, która nie brała narkotyków i pozwalała przespać się u siebie w domu. Kiedy zorientowała się, że robię ją w konia i kradnę, również zamknęła drzwi.
Została mi tylko strzykawka i towarzystwo ćpunów. Sypiałam na ławce w zabytkowym parku lub na melinach. Pewnego dnia zobaczyłam własną śmierć. Leżałam pod płotem, umierałam i nikt nie chciał podać mi ręki.
Przyrzekłam sobie, że jak przeżyję, to zacznę się leczyć. Mama załatwił mi odtrucie w szpitalu. Zaraz potem pojechałam do Radomia, do ośrodka. Zaczęłam się leczyć, pracować. Poczułam ciepło i to, że komuś na mnie zależy.
Pewnego dnia dowiedziałam się, że mam HIV-a, czego w ogóle nie brałam pod uwagę. Przeżyłam szok, chciałam popełnić samobójstwo. Wiem jednak, że cały czas przed czymś w życiu uciekałam. Zmęczyło mnie to już. Chcę więc trochę na trzeźwo pomagać się z problemami, mogłabym nawet zostać terapeutką i pomagać innym narkomanom. Chcę spróbować żyć normalnie, jak każdy człowiek.

Wtorek (16.04.93).
Poszedłem do szkoły w złym humorze. Lekcje minęły szybko i przyszedł czas na powrót do domu. Nie miałem ochoty iść do domu. Postanowiłem poszwędać się po okolicy. Spotkałem starego kumpla. Podeszło do niego kilku moich kolegów i zauważyłem, że dają mu pieniądze, a w zamian otrzymują małe torebki. Podszedłem bliżej i przywitałem się z nim. Na początku mnie nie poznał, ale potem powiedział słabym głosem, że mnie poznaje. Zdziwił mnie jego ton. Zawsze był energicznym i wesołym chłopakiem. Przyjrzałem mu się bliżej, był chudy i blady, oczy miał podkrążone. Zapytałem go, co robi. Odpowiedział, że ma tu interes, sprzedaje prochy. Zdziwiłem się. Myślałem, że żartuje, ale mówił serio. „Może spróbujesz?” – Zapytał. „Po koleżeńsku dostaniesz za darmo!”. „Nie, dzięki” – odpowiedziałem. „No co, pękasz?” – Zapytał mnie, a potem krzyknął do kolegów: „Widzicie, jaki to cienias?! Boi się! Wszyscy zaczęli się śmiać. Zdenerwowałem się i chociaż wiedziałem, że to jest głupie, powiedziałem: „Dobra, dawaj. Ale tylko trochę”. Dał mi jedną tabletkę i kazał połknąć. Zrobiłem to. „No i co?” – Zapytali po chwili. „Porządku, jest odlotowo” – powiedziałem, chociaż było mi niedobrze. „To masz jeszcze jedną, na później” – to mówiąc włożyli mi do kieszeni jeszcze jedną paczuszkę.
Czwartek (18.04.93).
Nie mogłem zapomnieć o tym wydarzeniu. Do mojego biurka podeszła mama i zapytała, czy mam pożyczyć trochę drobnych na bilety. Odruchowo sięgnąłem do kieszeni. Trafiłem ręką na tabletkę i na czole pojawiły się krople potu. Zapragnąłem wziąć do ust białą tabletkę. „Co z tymi drobnymi?” – Przerwała moje rozmyślania mama. „Przykro mi, niestety nie mam” – odpowiedziałem nieprzytomnym głosem. Mama wyszła, a ja wyciągnąłem narkotyk. Coś mnie do niego pociągało. Postanowiłem, że zrobię to jeszcze raz, jeszcze tylko raz. Tabletka znalazła się w moich ustach. Nagle poczułem narastający przypływ energii. Czułem, że mógłbym biegać, skakać i w ogóle. Ten stan trwał przez godzinę, potem stałem się słaby. Położyłem się do łóżka i zasnąłem.
Piątek (19.04.93).
Po szkole poczułem nagłą chęć na tą moc, którą dawała mi pastylka. Zauważyłem Jurka. Krzyknąłem za nim. Podbiegłem do niego i poprosiłem o jeszcze jedną dawkę. Z jego twarzy zniknęła życzliwość i uśmiech z wtorku. Zapytał: „Masz kasę?”. Zdziwiłem się pytaniem, ale zrozumiałem, że nie może dawać ciągle za darmo. „Ile?” – Zapytałem. „Jak dla ciebie, stówka za trzy”. Pogrzebałem w kieszeni i znalazłem osiemdziesiąt sześć złotych. „Czy wystarczy tyle?” – Zapytałem. „Porządku, kiedyś mi oddasz resztę”. Zaraz zażyłem jedną tabletkę. Ku mojemu zdziwieniu nie nadeszła chwila siły, ale ogarnęła mnie straszna słabość. Myślałem, że zemdleję. Ledwie doszedłem do domu. W drzwiach stała mama. „Co się stało?” – Zapytała, patrząc na mój mętny wzrok. „Nic ciekawego!” – Odpowiedziałem. Tego dnia nie miałem już na nic ochoty i siły. Poszedłem spać bardzo wcześnie, co zdziwiło i zaniepokoiło mamę.
Niedziela (21.04.93).
Odkryłem, że nie mogę już wytrzymać bez tabletek. Przez chwilę czułem się silny, potem robiłem się bardzo senny i zmęczony. Aby się obudzić potrzebowałem znowu tabletek.
Poniedziałek (22.04.93).
Nie poszedłem dziś do szkoły. Szukałem Jurka. Gdy go znalazłem, wyjąłem portfel i wyciągnąłem rękę. Nic nie powiedział tylko wysypał na moją dłoń kilka pastylek. Od razu zażyłem trzy.
Środa (24.04.93).
Nie wiem, co robić. Nie mam już pieniędzy, pieniędzy bez narkotyku nie mogę wytrzymać dłużej niż pół dnia. Czuję się zmęczony, nie mam na nic ochoty.
Piątek (26.04.93).
Wczoraj sprzedałem swój magnetofon. Straciłem już wszystkie swoje zaoszczędzone na rower pieniądze. Obejdę się bez sprzętu. Mam forsę na dwie porcje.
Sobota (27.04.93).
Powiedziałem o wszystkim mamie. Przeraziła się. Powiedziała, że weźmie mnie na odwyk. Zgodziłem się. Widziałem radiowóz policyjny z Jurkiem w środku. Na poniedziałek mama umówiła mnie z psychologiem.
Poniedziałek (29.04.93).
Byłem w przychodni. Mama rozmawiała z lekarzem. Płacze. Nic nie chce powiedzieć. Dopiero teraz wiem, że to, co zrobiłem było głupotą.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here